Jak się tłumaczy gry komputerowe?

Coraz więcej Polaków, zarówno tych młodszych, jak i starszych, gra w gry komputerowe. Równolegle wzrasta ilość tłumaczonych gier, choć liczba osób mówiących po angielsku wcale nie maleje. 

Można zaryzykować tezę, że od lat 90-tych XX wieku w Polsce, gry komputerowe nauczyły języka angielskiego już kilka pokoleń dzieci. Jedni uczyli się i utrwalali wiedzę, czytając i słuchając dialogów po angielsku, a dla innych chęć zrozumienia ulubionej gry, była motywacją do lepszej nauki w szkole, czy na prywatnych kursach. Dziś, gdy coraz więcej Polaków uczy się angielskiego. Nie tylko w szkole, ale i na specjalnych kursach, czy innowacyjnych platformach jak Tutlo. A tłumaczenia gier są coraz popularniejsze. I nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić w najbliższych latach. Zobaczmy zatem jak wygląda tłumaczenie gier komputerowych w naszym kraju.

Dowiedz się więcej o Tutlo >>

Pierwsze lokalizacje gier to, oczywiście, początek lat 90-tych, kiedy pojawiły się u nas pierwsze komputery do użytku domowego. Razem z nimi z Zachodu zaczęły spływać gry, które szybko stały się ulubioną rozrywką pokolenia urodzonego w latach 80-tych. Choć początkowo, również z powodu ogromnej skali piractwa, tłumaczenia robione były tylko do największych hitów, to z roku na rok, po polsku można było zagrać w coraz więcej produkcji. Tu należy wspomnieć najsłynniejszą polską lokalizację, czyli pierwszą część Baldurs Gate wydaną w Polsce w 1999 roku przez CD Projekt. W niezwykle ambitnym – i to nie tylko na tamte czasy – projekcie, udział wzięli m.in. Jan Kobuszewski, Gabriela Kownacka, Marian Opania, Wiktor Zborowski. Nie zabrakło oczywiście Piotra Fronczewskiego, którego kwestia „Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę”, jest ciągle najsłynniejszym zdaniem wypowiedzianym po polsku w grach komputerowych.

tłumaczenia w grach komputerowych

Jak zatem wygląda praca tłumacza gier komputerowych? Po pierwsze, wszystko zależy czy jest on freelancerem – czyli pracuje sam dla różnych klientów, czy może jest częścią większego zespołu. W pierwszym wypadku są to najczęściej osoby tłumaczące mniejsze i bardziej niezależne gry (tzw. indie od independent video game). W drugim, duże tytuły, przy których musi pracować kilka, a nawet kilkanaście osób, ponieważ przy takiej ilości tekstu lokalizacja i spolszczenie przez jedną osobę, trwałoby nawet kilka lat, a na to w procesie wydawniczym nie ma miejsca.

Takim programem jest np. MemoQ, z którego korzysta bardzo wielu tłumaczy, zajmujących się nie tylko grami komputerowymi. Co warto podkreślić jako narzędzie działające w technologii CAT (czyli computer-assisted translation) oznacza ona oprogramowanie, które oferuje rozwiązania usprawniające pracę tłumacza, ale nie zastępujące jego umiejętności. Nie są to translatory, które automatycznie tłumaczą tekst bez uwzględnienia jego kontekstu, stylu czy różnic kulturowych. Narzędzie ma za zadanie uczyć się wraz z autorem tłumaczenia i podpowiadać oraz uzupełniać fragmenty, które już zna i na których pracował wcześniej, związane jest to z tworzeniem pamięci tłumaczeniowych (z angielskiego Translation Memory).

Jak to wygląda w praktyce? Przed przystąpieniem do pracy, tekst jest automatycznie dzielony na segmenty (segment to np. zdanie, nagłówek itd.). Tłumaczony tekst pokazuje się jako tabela, w której kolejne wiersze to kolejne segmenty. W ten sposób przechodzisz do kolejnych fragmentów tekstu mając podzielone je na niezależne części, które tłumaczysz w całości. Wtedy łatwiej zachować spójność i kontekst.

„Proces tworzenia gry nie wydaje się z góry ograniczony określonymi ramami czasowymi. Za to jej tłumaczenie jest ściśle zdefiniowane czasowo. Lokalizacja rozpoczyna się bowiem z dniem ukończenia gry, a zakończyć się musi przed jej światową premierą. Z tego powodu termin oddania tłumaczenia jest nieprzekraczalny. Często zmusza to wydawcę do podwojenia liczby tłumaczy, tak aby nie opóźniła się premiera” – tak w pracy naukowej „Lokalizacja gier komputerowych – czyżby dziecinnie proste?” opisywał Erik-Jan Kuipers Uniwersytetu Jagiellońskiego. Czy dziś się to zmieniło?

Jeszcze kilkanaście lat temu tłumaczenie gier w Polsce odbywało się dopiero po światowej premierze tytułu. Dziś polska wersja musi być gotowa na premierę. Wpłynął na to rozwój rynku i mniejsza skala piractwa, co przełożyło się na większe dbałość o polskich graczy. Dlatego obecnie nad tłumaczeniami największych tytułów pracuje się już od momentu ukończenia produkcji, aby wszystko było gotowe na premierę. Jest to obecnie standardem i nikt nie zakłada nawet, że jakaś gra z segmentu AAA (a nawet niższego), pojawi się nad Wisłą jedynie w oryginalnej wersji.

Wspomniany na początku Baldurs Gate miał ponad 1700 stron tekstu w samej grze, nie licząc ogromnej instrukcji i nagranych dialogów. Zatem przetłumaczenie jej można porównać objętościowo do trzech pierwszych tomów „Pieśni lodu i ognia” George’a R.R. Martina. To pokazuje ile treści znajduje się w grach. Sprawia to, że granie po angielsku może bardzo pomóc w nauce języka angielskiego. Dlatego, nawet jeśli szanujesz pracę tłumaczy, to postaraj się od czasu do czasu pograć w oryginale.

Może Cię też zainteresować: Mów jak gwiazda – 5 angielskich aktorów i aktorek z najlepszym akcentem

Paulina Nowak

Autorka i redaktorka tekstów, socjolożka. Jeśli zainteresował Cię ten artykuł, masz do nas pytania lub sugestie, napisz do nas: kontakt@tutlo.pl

Paulina Nowak

Autorka i redaktorka tekstów, socjolożka. Jeśli zainteresował Cię ten artykuł, masz do nas pytania lub sugestie, napisz do nas: kontakt@tutlo.pl

Nie trać więcej czasu

Zacznij płynnie mówić po angielsku, bez wychodzenia z domu..